
Jak wygląda współpraca z klientem kupującym tak krok po kroku. (całość)
Przede wszystkim każdego klienta traktuję indywidualnie - każdy klient to osobna historia, inne potrzeby i oczekiwania. Zaczynam zawsze od tego, że siadam z klientem i rozmawiam jak człowiek z człowiekiem, a nie jak „sprzedawca”. Warszawa jest wymagająca, rynek szybki, ceny wysokie w porównaniu do mniejszych miast w Polsce, dlatego proces jest dość poukładany, ale jednocześnie zupełnie „po mojemu”, czyli bardzo ludzki.
U mnie wygląda to mniej więcej tak, ale naprawdę nie ma dwóch takich samych rozmów. Pierwsza „kawa”, czyli rozmowa, podczas której poznajemy się naprawdę - nie otwieram wtedy nawet portali z ogłoszeniami. Zadaję dużo pytań, m.in. o to, jak wygląda życie klienta dziś i czy coś się zmieni, kiedy znajdzie nowe miejsce do życia. Gdzie pracuje, jak dojeżdża, ile czasu spędza w drodze. Co go „wkurza” w obecnym mieszkaniu: hałas, układ, balkon lub jego brak, czasem też rozmawiamy o sąsiadach.
Z tej rozmowy i z tych pytań często powstają preferencje: ulubione dzielnice i te, które „nie wchodzą w grę”, minimalna i maksymalna powierzchnia, liczba pokoi, piętro, standard, rok budowy... Na tym etapie często zderzają się marzenia z rzeczywistością - np. za 700 tys. w danej części Mokotowa 70 m2 się nie uda, ale możemy szukać 50 - 55 m2 o bardzo sensownym układzie albo przenieść się kawałek dalej. Nie robię tego po to, żeby gasić entuzjazm klienta, tylko żeby nie obiecywać rzeczy nierealnych - to jest jedna z gorszych rzeczy, które może zrobić pośrednik.
Drugi krok to doprecyzowanie budżetu, choć czasem on jest pierwszy. Nie chodzi tutaj tylko o to, ile klient ma gotówki, ale jakie ma możliwości, żeby spełnić swoje pragnienia. Oczywiście rozmowa o budżecie wygląda zupełnie inaczej, gdy rozmawiam z klientami inwestycyjnymi, ale to zupełnie inny temat. Kontynuując spotkanie z klientem indywidualnym, pytam, ile ma środków własnych - potocznie mówiąc gotówki, czy i jaki kredyt wchodzi w grę, ewentualnie czy i jaka rata jest dla niego psychologicznie akceptowalna.
Jeśli klient potrzebuje kredytu, łączę go z zaufanym doradcą kredytowym lub osobami z jego zespołu. Sama osobiście współpracuję z nimi od nastu lat, dlatego nie boję się wysłać tam mojego klienta. Oczywiście prosimy o wstępną decyzję kredytową - wtedy wiemy, w jakim przedziale cenowym poruszamy się bezpiecznie. Przypominam też klientowi o kosztach „dookoła” zakupu: notariusz, PCC (albo zwolnienie), ewentualny remont bądź odświeżenie, prowizja, przeprowadzka itd.
Proces trochę trwa, ale dzięki temu klient nie zakochuje się w mieszkaniu, na które bank potem „nie da zielonego światła”.
Na podstawie tej rozmowy, a często wielu rozmów i oczywiście budżetu, układam strategię: wybieramy dzielnice, określam priorytety, ustalam tempo w zależności od tzw. deadline’u. To ważne, czy działamy bardzo intensywnie - bo np. kończy się umowa najmu albo klienci wracają z zagranicy - czy raczej spokojniej, ale konsekwentnie do celu. Tych drugich klientów jest zdecydowanie mniej.
Co ważne, na tym etapie tłumaczę też klientom, jak działa obecnie rynek, jak działa w konkretnych dzielnicach, kiedy i gdzie trzeba podejmować decyzje szybko, a kiedy możemy spokojnie negocjować.
Następnie przychodzi ta część, której klienci najbardziej nie lubią robić - selekcja ofert. Tutaj oszczędzam klientowi mnóstwo czasu, nerwów i wielu niepotrzebnych rozmów. Rozmawiam z koleżankami i kolegami pośrednikami, którzy mają swoje wewnętrzne bazy, przeglądam oferty „off market”, portale. Ten etap często jest bardzo męczący dla
klientów, dlatego nie wątpię, że kompetentni i wyspecjalizowani pośrednicy - tacy jak ja - zawsze będą mieli pracę. Trzeba „odrzucić ziarno od plew”: oferty bez sensownego układu, ogłoszenia w których są przekłamania, przeanalizować historię mieszkania - np. kto mieszkał, dlaczego sprzedaje itd.
Życie bardzo ułatwia mi fakt, że jestem warszawianką od pokoleń i pamiętam Warszawę (i jej najbliższe okolice) taką, jaka była kiedyś, co gdzie było. Dzięki temu, że obserwuję rynek na co dzień, wiem też, co się dzieje teraz i w najbliższej przyszłości. Śmieję się, że jestem pośrednikiem „starej daty” i często jadę osobiście sprawdzić, jak wygląda budynek, sąsiedztwo, „filtruję” wspólnotę lub jadę do spółdzielni podpytać o szczegóły. Klient ode mnie dostaje wyselekcjonowaną listę - każda oferta z krótkim komentarzem: dlaczego ją rekomenduję, co jest zagadką i dlaczego odpowiada kryteriom, które ustaliliśmy na poprzednich etapach.
Kolejny krok to oglądanie mieszkań, podkreślę: nie „zwiedzanie”, tylko analiza. Na prezentacjach jestem zawsze osobiście i zazwyczaj wożę klienta moim samochodem, aby mógł skupić się na przemyśleniach. Podczas prezentacji patrzę na rzeczy, których klient często nie widzi - ja je widzę, ponieważ nie kierują mną emocje. Po każdej prezentacji rozmawiamy o plusach i minusach konkretnego mieszkania, o obiekcjach, o tym, co można zmienić, a czego nie, no i czy cena jest adekwatna.
Po takim dniu i kilku prezentacjach „robimy drugą kawę” i przegląd wrażeń, np.: to mieszkanie ładne, ale jest za głośne. Tamto miało dobry układ, ale w okolicy „czegoś” brakuje, a to trzecie w dłuższej perspektywie będzie najlepsze.
Gdy wybierzemy faworyta i zanim klient „zakocha się na amen” w danym mieszkaniu, przechodzę w tryb „kontrolera”. Sprawdzam wraz z zespołem (prawnikiem) księgę wieczystą - czy są hipoteki, służebności, egzekucje, prawa osób trzecich; dokumenty lokalu (podstawa nabycia), czy nie ma np. nieujawnionych współwłaścicieli; statut spółdzielni (jeśli jest to spółdzielcze własnościowe prawo) oraz sytuację gruntu. Przy domach i działkach (gruntach) są trochę inne dokumenty.
Jeśli coś mi i prawnikowi się na tym etapie nie spodoba, mówię wprost: „Proszę tego nie kupować”. Albo: „Kupować tylko po uporządkowaniu tych kwestii, a nie ‘na słowo’”. Oczywiście od razu oferuję klientowi pomoc.
Następna faza to analiza ceny i strategia negocjacji. Negocjacje to nie rozmowa: „Proszę 50 tys. mniej, bo tak byśmy chcieli”. To porównanie cen transakcyjnych i ofertowych w okolicy, sprawdzenie, jak długo ta nieruchomość jest na rynku, czy cena już była obniżana, jaka jest motywacja sprzedającego... Na tej podstawie ustalam strategię i oczywiście prowadzę negocjacje w imieniu klienta - bo po to mnie ma, żeby nie „przepychał się sam”.
Po tym przychodzi czas na formalności: umowa rezerwacyjna wedle wcześniejszych ustaleń - zadatek czy zaliczka, wysokość, terminy, warunki - oczywiście z zabezpieczeniem interesów klienta. W kolejnym kroku klient trochę „odpoczywa”, a ja pracuję z notariuszem i prawnikiem: przygotowujemy umowę przedwstępną, zabezpieczamy klienta na wypadek, gdyby np. sprzedający się rozmyślił, wyszły nieujawnione wcześniej problemy prawne itd.
Oczywiście tłumaczę klientowi „po ludzku”, co każdy zapis oznacza i jakie są realne konsekwencje.
Jeśli wchodzi w grę kredyt, współpracuję z doradcą kredytowym: przekazuję mu komplet dokumentów nieruchomości, dokumentację, koordynuję kalendarz: decyzja kredytowa → przygotowanie końcowej umowy → akt notarialny.
Najważniejsze dla klienta jest to, że ma jedną osobę „do wszystkiego”, zamiast samodzielnie biegać między bankiem, sprzedającym, notariuszem i mną.
Kolejny etap możemy nazwać „prawie kończymy”, czyli akt notarialny - ale pamiętajmy, że to niekoniecznie dzień, w którym klucz trafia do ręki. Oczywiście przed aktem sprawdzam, czy wszystko idzie zgodnie z planem, i tłumaczę klientowi, jak będzie wyglądał proces i co będzie po kolei - bo jakie są koszty to klient wie wcześniej.
Na akcie zawsze jestem z klientem - musiałabym naprawdę nie móc chodzić, żeby poprosić kogoś o zastępstwo, bo kto jak nie ja będzie tłumaczył klientowi „z polskiego na polski”, ewentualnie prosząc notariusza o doprecyzowanie.
Następnie jest formalne przekazanie mieszkania, spisujemy protokół zdawczo- odbiorczy (stan liczników, przekazywane rzeczy). Przekazanie kluczy następuje od razu po akcie, czasem w innym terminie, zależy od ustaleń.
Ważne, umawiam się z klientem, że jeśli po wejściu do mieszkania cokolwiek go zaniepokoi - dzwoni do mnie, a nie zostaje z tym sam.
Na tym moja rola się nie kończy. Staram się jeszcze zapewnić klientowi opiekę po zakupie. Jak mam możliwość, polecam sprawdzonych fachowców od remontu, architekta wnętrz, pomagam przy pierwszym kontakcie ze wspólnotą lub administracją. Nie jest pewnie niespodzianką, że pozostaję z klientami w kontakcie.
Tak w praktyce wygląda u mnie współpraca z klientem kupującym. Jak widać, to nie jest tylko pokazywanie mieszkań. To prowadzenie człowieka od pierwszej myśli: „Chyba czas kupić coś swojego”, do momentu, kiedy zamyka drzwi swojego nowego mieszkania i czuje, że podjął mądrą, bezpieczną decyzję.
👉 A jeśli jesteś właśnie zastanawiasz się czy kupić mieszkanie mądrze i bezpiecznie, zapraszam do współpracy
2026